Glifosat i RoundUp to samo dobro – a kto twierdzi inaczej ten jest zacofany

Glifosat i RoundUp to samo dobro – a kto twierdzi inaczej ten jest zacofany

Czasami zdarzy się, że przez przypadek w mediach głównego nurtu, a do takich zaliczam Gazetę Wyborczą, pojawi się artykuł lub audycja, która stoi w jawnej sprzeczności z oficjalną linią koncernu wydawniczego. Tak właśnie stało się w przypadku znakomitego artykułu autorstwa Marii Hawranek i Szymona Opryszka pt. “Co truje w Argentynie? Zabije nas soja”. Artykuł został opublikowany w “Dużym Formacie” – dodatku do Gazety Wyborczej.

Artykuł opisuje losy mieszkańców niewielkiego argentyńskiego miasteczka San Salvador, w którym mieszkańcy utrzymują się głównie z rolnictwa bardzo mocno wykorzystującego pestycydy. Opisane są losy tych, którzy zachorowali na bardzo ciężkie schorzenia na skutek bezpośredniego kontaktu z pestycydami, a także losy całego regionu, w którym ogromna ilość ludzi choruje na wszelkiego rodzaju nowotwory.

Opisy są absolutnie wstrząsające i w pełni potwierdzające to co pisaliśmy już wcześniej o korporacji Monsanto, głównym producencie i dostarczycielu pestycydów ze słynnym RoundUp’em na czele, w składzie którego jest kontrowersyjny glifosat.

eBook + Webinar: choroby układu pokarmowego!

To prawdziwa plaga: zespół cieknącego jelita, rak okrężnicy i wiele więcej. Specjalny eBook + zapis Webinaru z wiodącym polskim ekspertem Totalnej Biologii - Romualdem Kosznikiem

Dwa oblicza

To co jest zaskakujące to fakt, że artykuł ukazał się pod szyldem Agory, a więc firmy, która twardo stoi na gruncie, że nauka i badania naukowe to podstawa, a kto twierdzi, że glifosat i GMO jest złe lub że szczepionki nie są cacy to jest zwyczajnym oszołomem. Tymczasem zaledwie miesiąc wcześniej Gazeta Wyborcza publikuje artykuł – wywiad z prof. Janem Krzysztofem Ludwickim, kierownikiem Zakładu Toksykologii i Oceny Ryzyka w Państwowym Zakładzie Higieny w Warszawie pod dość długim tytułem: „Kiedy widzę jabłko, które ma plamki i narośle na skórce, to obchodzę je z daleka. Bo jestem toksykologiem

Jest to wywiad, ale bez żadnego dodatkowego komentarza ze strony redakcji (czyli można przyjąć, że w pełni się z nim utożsamia), z którego możemy się dowiedzieć, że ludzie, którzy kupują produkty organiczne są nienormalni, bo glifosat jest dobry, nikomu nie szkodzi, a na dodatek pan profesor bardzo by się zmartwił gdyby na skutek regulacji prawnych został wycofany z rynku:

Nie byłbym szczęśliwy, gdyby glifosat został wycofany

I to mówi kierownik Zakładu Toksykologii i Oceny Ryzyka PZH – instytucji, która ma dbać o zdrowie Polaków!

W świetle setek, a nawet tysięcy dowodów doskonale wiadomo jak szkodliwe dla zdrowia są pestycydy, jak szkodliwa jest żywność modyfikowana genetycznie, a fakt dla którego nie pojawia się to w oficjalnych badaniach jest dosyć oczywisty: trudno oczekiwać, by potężne korporacje jak Monsanto miały wykazywać, że produkty w które zainwestowano dziesiątki milionów dolarów są szkodliwe i trzeba je wycofać. Hojne datki dla wszystkich wspierających taki układ idą od samej góry do najniższych szczebli. Z artykułu „Co truje w Argentynie”:

Ruch oporu rozsadzają od środka urzędnicy i właściciele ziemscy – za pracę, stanowisko albo blachę na wykończenie domu. – Kupili większość moich towarzyszy walki – Andrea wzrusza ramionami.

Może pan profesor zechciałby się bliżej przyjrzeć problemowi, zapoznałby się z historią zdrowia ludzi mających styczność z glifosatem, podjął dyskusję na temat przyczyn niesamowitego wzrostu zachorowalności na raka w takich regionach jak San Salvador. Być może interesując się takimi sprawami nie wygadywałby głupot w rodzaju:

Ja nie kupuję żywności ekologicznej nie tylko ze względów estetycznych. Kiedy widzę jabłko, które ma plamki, narośle na skórce, to obchodzę je z daleka. Jestem toksykologiem i wiem, że nawet gdy wykroję tę plamkę, to wokół niej w tym pozornie zdrowym miąższu będzie produkt toksyczny.

Co za szczęście, że ja i moi koledzy przeżyliśmy dzieciństwo jedząc takie jabłka!

Po raz kolejny na koniec nie wiadomo czy śmiać się czy płakać. Myślę, że może i byłoby to śmieszne gdyby nie dotyczyło zdrowia nas wszystkich. W tym wypadku więc ze złości zacisnę zęby i powiem po raz kolejny: nie dajmy się ogłupiać płynącymi z głównych mediów papkami o badaniach, bezpieczeństwie i eko-oszołomach. Obserwujmy nasze otoczenie i wyciągajmy krytyczne wnioski. Inaczej korporacje zawładną nami, naszym zdrowiem i także tym co mamy myśleć. A do tego nie wolno nam dopuścić.

Na zakończenie dla pana profesora (i nie tylko) kilka zdjęć z fotoreportażu argentyńskiego fotografa Pablo Piovano dostępnych na stronie http://pablopiovano.com/el-costo-humano-de-los-agrotoxicos/

 

 

 

Źródła:

  1. Artykuł “Co truje w Argentynie? Zabije nas soja”: http://wyborcza.pl/duzyformat/1,153303,20323014,co-truje-w-argentynie-zabije-nas-soja.html
  2. Artykuł „Kiedy widzę jabłko, które ma plamki i narośle na skórce, to obchodzę je z daleka. Bo jestem toksykologiem”: http://wyborcza.pl/1,75400,20065882,kiedy-widze-jablko-ktore-ma-plamki-i-narosle-na-skorce-to.html
  3. Galeria zdjęć Pablo Piovano: http://pablopiovano.com/el-costo-humano-de-los-agrotoxicos/

 

Podobne artykuły

Komentarzy: 4

  1. Asia
    6 lipca 2016 at 14:38 Odpowiedz

    Jak można mieszać pestycydy z GMO, to jakiś absurd. GMO to właśnie sposób na pozbycie się pestycydów, uzyskiwanie większych plonów z mniejszych obszarowo upraw.
    http://www.gbepolska.pl/aktualnosci/art146,ponad-100-noblistow-zwrocilo-sie.html

    1. Piotr
      6 lipca 2016 at 17:13 Odpowiedz

      Ano jest to tak, że pestycydy pewnie znikną tylko na chwile. Ale nawet jeśliby zniknęły na dłużej to i tak jesteśmy żywieni produktami, których skład jest zmieniony, efekty długofalowego spożywania takich produktów są już znane, choć oczywiście „naukowcy” usilnie zaprzeczają. Glifosat tez przecież był zdrowy i ci sami naukowcy wiele lat zapewniali że nic nikomu nie grozi…. A tymczasem jak jest już sie okazało.

  2. Krzysztof
    5 listopada 2016 at 21:21 Odpowiedz

    pablopiovano.com – widać, że już nie ma takiej strony, albo ktoś zablokował. Daje to do myślenia. Na przyszłość proponuję nie stawiać odwołań do obrazków, tylko je skopiować i od siebie wstawić. Mógłbym sobie teraz pooglądać.

Dodaj komentarz