Czy mięso szkodzi ludziom?

Czy mięso szkodzi ludziom?

Ten spór trwa od wielu lat i nie interesując się specjalnie tą tematyką można odnieść wrażenie, że jest on gdzieś ponad nami, że dotyczy w większości  konfliktu pomiędzy zwolennikami diety wegańskiej, a tymi od paleo. Ale nie jest tak do końca. On niestety dotyczy większości z nas, większości spożywającej mięso na codzień, także i mnie.

Czy mięso jest złe? Nie, nie uważam tak. Nasi pra-przodkowie jedli mięso, stanowiło ono część ich diety i gdyby miało być niezdrowe myślę, że mielibyśmy na to już dawno dowody. Mięso, a zwłaszcza podroby jak np. wątróbka dostarcza mnóstwo cennych minerałów i witamin. Przykładowo wiedzieliście, że w 100g kurzej wątróbki jest prawie 28 mg witaminy C, podczas gdy gotowana cebula ma jej zaledwie ok. 4mg? Ponadto wątróbka to znakomite źródło żelaza, bogactwo witamin z grupy B oraz solidna dawka cynku. Co jest więc nie tak?

W jednym z ostatnich wpisów poruszyłem temat książki Beaty Pawlikowskiej pt. Największe kłamstwa naszej cywilizacji”. Autorka prowadzi nas przez kulisy współczesnego świata przemysłu spożywczego wkraczając w rejony, w które na codzień nie zapuszczamy się i nie zastanawiamy co dla nas faktycznie oznaczają – w szczególności pół-prawdy i kłamstwa dotyczące takich słów pojawiających się na produktach jak „naturalny”, „bez glutaminianu sodu” itp. Ponieważ dzisiejszy wpis poświęcony jest mięsu skupmy się na tym:

PAKIETY REWOLUCJI ZDROWIA TO MNÓSTWO WIEDZY W ATRAKCYJNEJ CENIE!

Niedawno zakończyliśmy 2 edycję Rewolucji Zdrowia.

Poznaj wszystkie pakiety eBooków + ciekawych wideo rozmów z prelegentami, wśród których m.in. Jerzy Zięba, Romuald Kosznik, Sebastian Sarnowicz w atrakcyjnej cenie.
Skorzystaj z okazji!

Mięso szkodzi nie dlatego, że jest mięsem, ale dlatego, że jest bardzo złej jakości i jest go za dużo.

Kiedyś, w dawnych czasach mięso było składnikiem naszej diety, ale nie tak często jak współcześnie. Jeszcze nawet kilkadziesiąt lat temu nie spożywało się go w takich ilościach – naturalnie po części z jego ogólnej dostępności. Ale porozmawiajcie z Waszymi babciami jak było np. przed wojną i ile mięsa jadło się wówczas a ile dziś. I pomińmy już fakt jakość mięsa wówczas a współcześnie.

Problem leży jednak gdzie indziej – problem jest w tym co kupujemy w sklepach

A w sklepach kupujemy najczęściej mięso, które jest napakowane chemią w sposób trudny do wyobrażenia. Począwszy od etapu chowu np. krów, ściśniętych w betonowych oborach, by nie chodziły i nie spalały tłuszczu, by szybciej przybierać na wadze. Są faszerowane antybiotykami, by m.in. od takiego trybu życia nie zarazić się różnymi chorobami. Są sztucznie zapładniane, by częściej wydawać na świat cielęta i dawać więcej mleka. Karmione sztucznymi paszami, które już w sobie zawierają mnóstwo sztucznych i chemicznych dodatków. Zestresowane, bez krztyny jakiejkolwiek naturalności – co także ma wpływ na skład ich mięsa. To samo dotyczy świń, kur i innych zwierząt.

Jakiej jakości więc ma być to mięso?

Następnie takie mięso trafia do fabryk – przetwórni, gdzie jest ostrzykiwane, by zwiększyło objętość i masę, w wielu wypadkach funduje im się dodatkowe chemiczne kąpiele z aromatów (np. o smaku wędzonego mięsa), faszeruje glutaminianem sodu, by miały lepszy smak i wreszcie dodaje całe mnóstwo stabilizatorów i innych enzymów, by zachowało jak najdłużej trwałość.

Czy takie mięso Waszym zdaniem przyczynia się do poprawienia stanu naszego zdrowia?

Szczerze wątpię. Co gorsza jesteśmy oszukiwani na etapie sprzedaży nazwami handlowymi jak np. „szynka babuni” sugerującymi, że mamy do czynienia niemalże z produktem domowym, jak najbardziej naturalnym i zdrowym. Czy to jest fair?

Inna kwestia to kwestia humanitarności i takiego, a nie innego traktowania zwierząt. Stłoczonych jak w obozach koncentracyjnych, bez prawa do jakiegokolwiek życia. I żeby była jasność: nie jestem wegetarianinem i jem mięso. Ale każda istota zasługuje na humanitarne potraktowanie, choćby to była krowa czy świnia. I każda zasługuje na to, by oddychać świeżym powietrzem, poruszać się swobodnie, ujrzeć słońce i czerpać z tego radość. I kura z fermy, i krowa z obory, i pszczoła z ula i każdy jeden człowiek. Ale świat w pogoni za zyskiem zatracił to wszystko. I warto tu przytoczyć ten konkretny fragment ze wspomnianej książki Beaty Pawlikowskiej:

pawlikowska-ksiazka

I warto zauważyć, że właśnie te kraje mają najwyższy odsetek ludzi chorych na raka piersi i prostaty. Nie dlatego, że mięso jest niezdrowe. Dlatego, że jedzą zbyt dużo toksycznego mięsa z fabryk – przetwórni. Bo to co jemy ma kapitalny wpływ na nasze zdrowie – lecz o tym głośno się nie mówi, ale próbuje się lansować wzór, że na wszystko jest tabletka, która w cudowny sposób rozwiąże nasze problemy zdrowotne. Niestety, tak się na dłuższą metę nie da. Jak pisze autorka tabletka jest łata na podartych spodniach. Raz nią załatasz podarte spodnie, i pewnie drugi raz, a nawet trzeci. Ale w końcu spodnie rozejdą się w szwach i żadna łata już nic tu nie pomoże. Bo o spodnie trzeba było dbać, by służyły jak najdłużej.

Co więc jeść?

Przyznam, że sam borykam się z tym pytaniem. I nie chodzi tu tylko o to, że nie jeść chipsów, batonów czekoladowych i innych wysoko przetworzonych produktów. To raczej jasne. Tu bardziej chodzi o pytanie skąd wiedzieć, że jedzenie które się pozyskuje jest zdrowe.

Wydaje mi się, że póki co jedyną odpowiedzią na to może być kupowanie produktów jak najmniej przetworzonych, kupowanych lokalnie (choć też trzeba być czujnym), z uważnym czytaniem i rozumieniem tego co jest opisane w składzie. I zrezygnowanie z zakupów spożywczych w super-marketach – powinny się nazywać raczej spożywczymi laboratoriami chemicznymi. Z drugiej strony nie ma chyba całkowitej ucieczki od chemii – nie we współczesnym świecie. Nie każdy może lub chce wyjechać w Bieszczady, samodzielnie hodować zwierzęta i uprawiać przydomowy ogródek. Ale przynajmniej można mocno ograniczyć spożywanie chemii poprzez zmianę niektórych przyzwyczajeń jak choćby zmianę miejsca zakupów, nie kupowanie żywności przetworzonej i uważniejsze czytanie etykiet.

Czego sobie i Wam życzę.

Podobne artykuły

Komentarzy: 2

  1. Tomasz
    27 maja 2016 at 23:42 Odpowiedz

    Witamina C rozpada się w wysokiej temperaturze. Więc te 28mg/100g z wątróbki się nie przyda.
    Zawartość w roślinach: Acreola 1600mg/100g, Papryka słodka 100mg/100g. Przykład z cebulą jest absurdalny.

    1. Piotr
      28 maja 2016 at 06:46 Odpowiedz

      Naprawdę? Mam jednak wrażenie, że nie: http://www.ziolaiprzyprawy.info/2012/12/23/przepisy/watrobka-czy-jedzenie-watrobki-moze-byc-zdrowe-jesli-usuwa-toksyny/ . Poza tym nie bardzo rozumiem co absurdalnego jest w podaniu cebuli jako przykładu? Jest powszechniej stosowana w Polsce niż acerola…

Dodaj komentarz