Czy drób: kurczak, indyk jest zdrowy i czy można go bezpiecznie jeść? To pytanie współcześnie nie jest pozbawione sensu, także w świetle najnowszych badań, o czym poniżej. Zacznijmy jednak od klasycznego pytania:
„Proszę mi powiedzieć, co mam jeść, doktorze.”
Słyszę to nieustannie od pacjentów, znajomych, a czasem nawet od osoby siedzącej obok mnie w samolocie.
Pochylają się w moją stronę, oczekując odpowiedzi. Liczą, że zdradzę im jakąś sekretną antynowotworową dietę, której jeszcze nie widzieli ani na TikToku, ani w sklepie spożywczym.
Ostatnio coraz częściej słyszę jedno pytanie:
„Czy powinienem przestać jeść kurczaka?”
Rozumiem te obawy.
Niedawne badanie przeprowadzone w południowych Włoszech wykazało, że u osób jedzących ponad 300 gramów drobiu tygodniowo:
- drób wiązał się z prawie 1,3-krotnie wyższym ryzykiem zgonu,
- odnotowano również zwiększone ryzyko nowotworów przewodu pokarmowego.
Nawet ja uniosłem brwi ze zdziwienia.
Bo jem kurczaka regularnie.
Jestem onkologiem i po sześćdziesiątce nadal startuję w zawodach kulturystycznych. A uwierzcie mi – kurczak z brokułami to niemal stały element talerza większości kulturystów.
Więc co teraz? Powinienem przestać? Powinieneś Ty?

Kurczak? Najpierw nie panikujmy – fakty zamiast strachu
To badanie nie było kontrolowanym eksperymentem klinicznym. Było to badanie obserwacyjne. Naukowcy przyglądali się temu, co ludzie jedli, a następnie analizowali ich stan zdrowia w czasie. Takie badania pomagają dostrzec pewne trendy, ale nie udowadniają związku przyczynowo-skutkowego.
Nie można na podstawie jednego badania ogłosić, że kurczak to nowy azbest. Od dziesięcioleci wiemy, że zdrowie kształtują nie pojedyncze produkty czy tygodniowe menu, lecz wzorce żywieniowe (w tym ograniczenie spożycia przetworzonych cukrów), styl życia, geny, poziom stresu i jakość snu.
Nie unikniesz dziedzicznego ryzyka raka jelita grubego tylko dlatego, że zrezygnujesz z kanapki z indykiem. I tak samo – nie zrujnujesz sobie zdrowia niedzielnym grillowanym udkiem.
Białe mięso kontra czerwone: fałszywy podział?
Od dawna wierzyliśmy, że białe mięso jest bezpieczniejsze niż czerwone. Jednak badanie z 2019 roku sugeruje, że oba rodzaje mogą podobnie podnosić poziom LDL („złego”) cholesterolu.
Z kolei to nowe badanie nie wyjaśniało jednak, czy uczestnicy jedli grillowane piersi kurczaka, czy panierowane wędliny pełne dodatków i soli. Jeśli wrzucimy cały drób do jednego worka, to tak jak byśmy powiedzieli:
„Cała muzyka jest do niczego, bo niektóre utwory są okropne.”
Co jeszcze mogło wpłynąć na wyniki badania?
W badaniu nie uwzględniono wielu czynników mogących wpływać na zdrowie – od sposobu przyrządzania mięsa, przez jakość hodowli, po ogólną dietę i poziom aktywności fizycznej uczestników. Jeśli drób był smażony w głębokim tłuszczu lub grillowany w wysokich temperaturach, mogło to zwiększyć ilość związków rakotwórczych, takich jak aminy heterocykliczne czy policykliczne węglowodory aromatyczne.
Poza tym, osoby jedzące więcej drobiu mogły jednocześnie jeść mniej warzyw, owoców i produktów pełnoziarnistych – co samo w sobie mogło zwiększać ryzyko chorób.
Jak ja to widzę jako lekarz i człowiek aktywny fizycznie?
Nie rezygnuję z kurczaka. Ale dbam o to, by pochodził z dobrej jakości hodowli i był odpowiednio przyrządzony – najlepiej gotowany na parze, duszony lub pieczony w umiarkowanej temperaturze. Unikam przypalania mięsa i zawsze dodaję do posiłku porcję warzyw.
Dla mnie drób jest jednym z elementów zbilansowanej diety – obok ryb, roślin strączkowych, orzechów i pełnoziarnistych węglowodanów. To całościowy obraz żywienia ma największy wpływ na zdrowie, a nie pojedynczy produkt.
Co warto zapamiętać?
Badania obserwacyjne są przydatne, ale wymagają ostrożnej interpretacji. Zanim zaczniesz eliminować kolejne produkty, spójrz na swój jadłospis jako całość.
Dbaj o różnorodność, jakość żywności i sposób jej przygotowania. Pamiętaj też, że zdrowie to nie tylko dieta – równie ważne są sen, ruch, relacje i umiejętność radzenia sobie ze stresem.

































Zastanawiają mnie dawki mięsa, które są w badaniu – ponad 300 gramów tygodniowo brzmi niewiele, a ryzyko jest podwyższone. Czy to znaczy, że należy ograniczać porcje dnia codziennego do naprawdę małych ilości? Bo dla mnie, jako osoby aktywnej, kurczak to podstawa białka. Może warto byłoby podać jakieś wskazówki dotyczące konkretnych porcji dziennie albo tygodniowo, żeby nie przesadzać? Bez tego trudno mi zmienić dietę.
Mam za sobą chemioterapię i od jakiegoś czasu mocno zwracam uwagę na to, co jem. Ograniczyłem mięso, ale całkowicie nie rezygnuję z drobiu, bo to dla mnie ważne źródło energii. Poza tym nigdy nie jadłem panierowanego czy mocno przetworzonego kurczaka, tylko pieczony albo gotowany. Po paru miesiącach mam lepsze wyniki krwi i swój stan zdrowia oceniam dużo lepiej. Wydaje mi się, że odpowiednia jakość i sposób przyrządzania mięsa to klucz. Ten artykuł to potwierdza i dodaje mi otuchy.
Szczerze mówiąc, nie ufam takim badaniom obserwacyjnym, które „łączyły” spożycie drobiu z ryzykiem raka. Jak ktoś chce żyć dobrze, to musi przede wszystkim ogarnąć cały styl życia, a nie szukać winnych w filecie z kurczaka. To trochę takie rzucanie piłką na ślepo. Sam sporo biegam i jem kurczaka codziennie, nie zrezygnuję z niego przez jedno badanie. Może autor za bardzo skupia się na statystykach, zamiast podać konkretną, praktyczną radę?
Mama dwójki dzieci i bardzo się martwię o to, co im daję do jedzenia. Czy mogę podawać im kurczaka regularnie, czy lepiej ograniczyć ilość? Szczególnie interesuje mnie, czy zmniejszając porcje, faktycznie zmniejszam ryzyko chorób przewodu pokarmowego, o których pisze Dr Hunter. Nie chcę ich narażać, ale też nie chcę, żeby jadły za mało białka. Proszę o jakieś wskazówki dotyczące bezpieczeństwa i dawkowania!
Trochę mnie wkurza, że media i takie artykuły straszą kurczakiem jak jakimś papierosem. Raczej trzeba patrzeć na całość – czy ktoś pije, pali, czy się rusza, jak śpi… Sam jestem sportowcem i wiem, że kurczak to podstawa mojego planu treningowego. Wolę dmuchać na zimne i wybierać mięso dobrej jakości, gotować w domu, niż całkiem rezygnować. Mnie to badanie nic nowego nie mówi, ale fajnie, że ktoś szerzej o tym pisze. Teraz wiem, że faktycznie ważne jest też to, czy kurczak jest panierowany czy smażony w tłuszczu.