O tym, że plastik jest zły dla środowiska wiedzą wszyscy. I jest to oczywiście niezmiernie ważny powód, aby z niego zrezygnować. Jeśli ktoś jednak nie ma żadnej wewnętrznej potrzeby dbania o środowisko, niech zadba chociaż o siebie – plastik truje nas, truje zwierzęta, a wreszcie…. przyczynia się do bezpłodności. Jednak jakoś nikomu to specjalnie nie przeszkadza…































Od pewnego czasu staram się unikać plastiku, zwłaszcza w opakowaniach do żywności, ale temat bezpłodności mnie naprawdę zaskoczył. Czy ktoś wie, czy choćby codzienne korzystanie z butelek PET może mieć aż tak silny wpływ? Bo dla mnie kwestią jest też bezpieczeństwo dzieci, a nie do końca wiem, jak zminimalizować te ryzyka. Jak długo trzeba ograniczać kontakt z plastikiem, żeby zobaczyć realne efekty?
Zacznijmy mówić jasno – plastik to nie tylko problem środowiskowy, ale i zdrowotny. W mojej pracy medycznej często słyszę o problemach z płodnością, a te chemikalia z tworzyw sztucznych to kolejna cegiełka do całej układanki. Nie warto czekać, aż problem nas ugodzi osobiście. Ograniczam plastik gdzie się da i polecam każdemu, kto myśli o dzieciach. Lepiej zapobiegać niż leczyć.
Nie wiem czy tylko ja tak mam, ale widzę, że część tych informacji jest bardzo przesadzona. Wiadomo, że plastik nie jest zdrowy, ale czy naprawdę w dawkach codziennych jest aż tak groźny? Znam osoby, które mają małe dzieci, a praktycznie nie unikają plastiku i nie słyszałam o problemach z płodnością. Trzeba jednak zachować zdrowy rozsądek i nie wpadać w panikę na podstawie pojedynczych filmów czy artykułów. Każdy organizm jest inny.