Obie diety pomagają obniżyć ciśnienie i wspierają odchudzanie. Ale prawdziwe zagrożenie nie tkwi w tłuszczu czy węglowodanach – to coś, co po cichu przejmuje kontrolę nad naszą żywnością.
Dieta to prawie jak polityka. Wyznawcy poszczególnych teorii gotowi są zginąć za ich prawdziwość.
Odczuwasz więc prawdziwy mętlik w głowie. Kto ma rację?
Tymczasem we wnętrzu naszego ciała toczy się powoli wojna, cicho, nieraz zabójczo.
Nadciśnienie nie ostrzega.
Wkrada się niepostrzeżenie.
Zaciska naczynia.
Pozbawia mózg tlenu. Osłabia serce.
Zabija więcej ludzi niż jakakolwiek kula od karabinu.
Nic dziwnego, że szukamy obrony.
W ostatnich latach olbrzymią popularność zdobyły dwa style żywienia: dieta śródziemnomorska i dieta ketogeniczna.
Stały się symbolem zdrowia.
Wychwalane.
Wynoszone na piedestał.
Reklamowane jak magiczne tarcze.
Jednak najnowsze badania pokazują coś znacznie głębszego – i znacznie bardziej przydatnego – jeśli tylko chcemy to dostrzec.
Nowy raport z pola walki
26 dorosłych z otyłością lub podwyższonym (choć jeszcze nie chorobowym) ciśnieniem zostało objętych wiosną badaniem opublikowanym w czasopiśmie Nutrients.
Połowa osób stosowała śródziemnomorski styl żywienia. Druga połowa trzymała się diety ketogenicznej. Trzy miesiące wytrwałości.
Co pokazały wyniki?
Obie obniżyły ciśnienie krwi.
W obu poprawiły się poziomy insuliny, masa tłuszczowa i profil lipidowy.
Co ciekawe, osoby na ketozie zanotowały większy nocny spadek ciśnienia – to korzystny, naturalny efekt głębszego odpoczynku organizmu.
A więc czy to oznacza, że keto wygrywa?
Nie tak szybko.
Wrogiem nie są tłuszcze czy węglowodany – tylko zamieszanie
Mam okazję codziennie rozmawiać z osobami, które chcą coś zmienić w swoim zdrowiu – zarówno czytelnikami bloga, jak i klientami mojego sklepu z naturalnymi suplementami.
Pytają mnie: czy iść „na full” w keto? A może post przerywany? Wykluczyć zboża? Zrezygnować z owoców? Pić kawę z masłem?
Niech jedzenie nie będzie Twoim wrogiem.
Nie szukaj podziałów, lecz jasności.
Problemem nie jest, czy Twój talerz jest bardziej śródziemnomorski czy niskowęglowodanowy.
Problemem jest to, że większość talerzy – szczególnie w krajach zachodnich – wypełniają ultraprzetworzone odpady żywieniowe.
- Rafinowane węglowodany
- Sztuczne tłuszcze
- Oleje przemysłowe
- Cukry z laboratorium
Nie umieramy dlatego, że jemy oliwki zamiast awokado.
Umieramy, bo do 70% naszej diety pochodzi z fabryki.
Czego naprawdę uczy nas to badanie?
Nie że keto jest lepsza.
Nie że śródziemnomorska to złoty standard.
Odpowiedź brzmi: jedz prawdziwe jedzenie, z takich składników, które rozpoznałaby Twoja prababka. To może zmienić Twoje ciśnienie, metabolizm, a nawet przyszłość.
- Grupa śródziemnomorska jadła warzywa, rośliny strączkowe, ryby, oliwę i zioła.
- Grupa na diecie ketogenicznej unikała cukrów i skrobi – stawiali na zdrowe tłuszcze i białka zwierzęce.
Ważne: Nikt nie żył setki lat temu na płatkach z pudełka czy na pizzy z dowozem do domu.
Zapomnijmy o etykietkach diety. Oto, co je łączyło: prawdziwe jedzenie, a nie wynalazki z fabryki.
O to właśnie tu chodzi.
Nie potrzebujesz etykietki. Potrzebujesz ratunku.
Nie wspieram restrykcyjnych diet, no chyba że ktoś zmaga się z konkretną chorobą.
Prostotę.
Wybieraj żywność, która nie potrzebuje reklamy!
Wyrzuć ze swojego talerza:
- Słodzone napoje
- Ultraprzetworzone przekąski
- Fast-food oraz białą mąkę
I zastąp je:
- Warzywami
- Orzechami, rybami, strączkami
- Prawdziwymi tłuszczami (oleje tłoczone, masło, oliwa)
- Pełnymi ziarnami (tak, nawet węglowodany!)
Nie musisz należeć do żadnego „obozu dietetycznego”.
Wystarczy, że zaczniesz jeść po ludzku.
Bez naklejki „dieta”. Po prostu normalne jedzenie.
I to jest sedno sprawy.
Przemyślenia na koniec
Nadciśnienie to powolna wojna – prawdziwy cichy zabójca.
Twoje codzienne wybory żywieniowe są Twoją bronią.
W tej walce najlepszą ochroną nie jest ideologia, ale decyzja, by jeść to, co nas odżywia – nie to, co nas oszukuje.
Śródziemnomorska? Keto? Jeśli pomogą Ci porzucić śmieciowe jedzenie i odzyskać zdrowie – świetnie.
Ale NIE węglowodany są wrogiem.
NIE tłuszcz.
Wrogiem jest zamieszanie. I przerażenie, że tylko jedna opcja jest słuszna.
Wrogiem jest uzależnienie.
Wrogiem jest jedzenie tworzone tak, by przejąć władzę nad biologią.
Nie chodzi o to, by wybrać zwycięzcę.
Chodzi o to, by przypomnieć sobie, czym naprawdę jest jedzenie.



























